sobota, 3 maja 2014

Zostań z nami Panie






"Przygnębieni, załamani i znudzeni życiem – takie określenie pasowałyby do wielu uczniów Jezusa. Wydaje się nam, że nic nam nie wychodzi, że ciągle coś nas blokuje, że ciągle ktoś nas wyprzedza albo gnębi i w końcu nie dajemy rady. Tych dwóch uczniów z Ewangelii dobrze przedstawia nas dzisiaj i możemy się z nimi identyfikować. To my, bo myśmy się spodziewali, że będzie inaczej i nie wyszło…" Myśmy się spodziewali, że świat będzie inny, lepszy a tutaj wciąż wojny, zło, przemoc. Myśmy się spodziewali…
Ile razy my także przeżywamy wielki zawód, kiedy czegoś się spodziewamy i tego nie dostajemy?  Uczniowie idący do Emaus byli załamani. Wierzyli w Jezusa, On był ich nadzieją. A tu nagle koniec, zabili Go, w dodatku nie ma ciała, ktoś je ukradł. Wracali załamani i przestraszeni i zawiedzeni.   Jezus usłyszał ich rozmowę. Przyszedł do nich. I rozmawiali z Nim, widzieli Go, ale go nie widzieli. Chrystus przeprowadza ich od niewidzenia do wiary. Wyjaśnia im Stary Testament, mówi o proroctwach. I idą wraz z Jezusem.  Chrystus jest wśród nas. Idzie z nami.  Ktoś powie – proszę księdza, ale ja Go nie widzę, nie widzę Go w swoim życiu, w swoich trudnościach.    Uczniowie poznali Jezusa i zobaczyli Go po łamaniu chleba. Łamanie Chleba to Msza Święta. Chrystus odprawił im Mszę. Wtedy Go poznali.   Odpowiadam tym, którzy mówią, że nie widzą Jezusa – On jest tu, w tabernakulum. Dzisiaj na słowa kapłana, mocą Ducha Świętego zstąpi na ziemię, do chleba i wina i uczyni je swoim ciałem i swoją krwią. Tu przychodzimy aby poznać Jezusa, aby słuchać jego słów.
Ma rację ten kto powie, że nie ma Jezusa tam gdzie są ludzkie zachcianki. Jezus przychodzi do każdego z nas osobiście, a potem idziemy i świadczymy o nim. Jak Ci dwaj idący do Emaus, którzy poszli do Jedenastu i mówili o Zmartwychwstałym.  Chrystus jest w Kościele, a we Mszy Świętej. Chrystus jest w nas, kiedy przyjmujemy Komunię Świętą, stajemy się monstrancją i mamy ukazywać ludziom Chrystusa. Stajemy się żywymi świadkami. Widzimy Chrystusa wtedy kiedy jawnie nazywamy zło złem, a dobro dobrem. Widzimy Chrystusa wtedy, kiedy bronimy wartości rodziny w naszym kraju i nie tylko. Kiedy nazywamy działanie szatana działaniem szatana i stajemy po stronie Boga. Wtedy widzimy Chrystusa zmartwychwstałego kiedy jesteśmy wierni obietnicom z naszego chrztu. Kiedy nie przymykamy oczu na zło, ale je potępiamy.
Uczniowie poznali Jezusa po łamaniu chleba. Zadajmy sobie pytanie, czy ja umiem poznać Jezusa we Mszy Świętej ? Czy wierzę rzeczywiście w Jego obecność ?  On tu jest i woła nas, abyśmy przyszli do Niego i Jemu się powierzyli i oddali. On tu jest i każdemu z nas wyjaśnia Pisma, abyśmy w porę umieli Go zobaczyć, dopóki nie jest za późno na nawrócenie.

Pomiędzy nami idziesz, Panie,
Po kamienistej drodze życia
I słuchasz słów zrodzonych z lęku
Przed jutrem pełnym tajemnicy.
Już dzień się chyli na zachodzie,
Wieczorny mrok spowija ziemię;
Pozostań z nami wieczne Światło, 
Na Twą obecność otwórz serca.

Panie Jezu idź z nami, tak jak szedłeś z uczniami do Emaus w dniu swojego zmartwychwstania. Panie Jezu idź z nami, abyśmy się nie zgubili na zakrętach życia. Panie Jezu idź z nami tam nas posyłasz, do naszych rodzin, do pracy. Słuchaj naszych słów zrodzonych często z lęku przed tajemniczym jutrem, słuchaj ich i mów do nas, jak słuchałeś dwóch uczniów na drodze i słuchałeś ich. Zamień nasz strach w radość Twojej obecności.
            

środa, 9 kwietnia 2014

zbliża się Godzina Jezusa

Pascha – przejście Jezusa ze śmierci do życia, przejście od  naszego zwątpienia do naszej wiary. Nadchodzi Pascha Żydowska, nadchodzi Pascha Pana. Dzisiaj niedziela Męki Pańskiej, zwana potocznie palmową… Nadchodzi czas wybawienia, zbliża się pora kiedy Jezus niewinnie skazany stanie przed tym niezwykłym i wielkim zadaniem – odkupienia człowieka przez Swoją Mękę. Zbliża się czas kiedy spełnią się obietnice Starego Testamentu, kiedy Bóg spełni obietnicę jaką dał Izraelitom w Ziemi Egipskiej. Zbliża się czas kiedy spożywany w czasie Paschy Żydowskiej chleb – stał się chlebem życia. Kto będzie go od tej pory spożywał osiągnie życie wieczne. Zbliża się czas kiedy Jezus uczyni wszystko nowe, kiedy nadejdzie królowanie nowego nieba i nowej ziemi. Zbliża się czas kiedy moce niebios zostaną wstrząśnięte. Święte Triduum Paschalne to nie tylko pamiątka. To jest nieustanne DZIANIE SIĘ historii zbawienia. Zbliża się pełnia księżyca – pierwsza wiosenna pełnia…. Od 4 wieku po narodzeniu Jezusa właśnie w 1 niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca – Obchodzona jest Wielkanoc. Zbliża się godzina Jezusa…



Bardzo zastanawiają mnie słowa Jezusa, który mówi: „Dlaczego przychodzicie mnie pojmać z mieczami i kijami. Codziennie nauczałem w świątyni a nie pojmaliście mnie”. I zaraz Jezus sam odpowiada na tę sytuację….. „teraz jest wasza pora, kiedy moce ciemności władają”. To dlatego Jezus modli się w nocy w Ogrójcu. To dlatego zawsze w Wielkim Tygodniu na niebie widzimy księżyc w pełni. Jezus modli się w nocy, w czasie pełni, bo według wierzeń księżyc w pełni jest symbolem śmierci. Od tej pory, Jezus czyni wszystko nowe. Księżyc w pełni już nie oznacza śmierci, ale już zawsze będzie nam przypominał to najbardziej niewyobrażalne wydarzenie dziejów – modlitwę Boga-Człowieka i trwogę konania.

Brzęczą nam w uszach judaszowe srebrniki, zapłata za krew… oczami naszej wiary widzimy jak Jezus wędruje od Annasza do Kajfasza, jak jest odsyłany od Heroda do Piłata…
Jaki jest cel Twojej misji Jezusie z Nazaretu ?


My jako ludzie wierzący wiemy jaki jest cel misji Pana. Celem jest odkupienie człowieka. Było wiele herezji, które negowały Bóstwo  i człowieczeństwo Jezusa. Jedni mówili, że Jezus miał nieprawdziwe ciało, że nie cierpiał na krzyżu inni mówili, że na krzyżu umarło tylko „człowieczeństwo” Jezusa, że już nie był wtedy Bogiem. Wiele było kłamliwych oszczerstw rzucanych w stronę Pana. Wiele było skandalicznie absurdalnych wypowiedzi, które uderzały w Twarz Boga-Człowieka.

Również teraz wiele obelg jest rzucanych na Jezusa. W mediach, w braku szacunku dla Jego osoby. Nasze grzechy oraz grzechy innych ludzi wciąż ranią oblicze Pana, zadają Mu rany. Prorok Izajasz mówi: „W jego ranach jest nasze zdrowie” Chyba najdziwniejsze stwierdzenie z całej tej księgi…. W jaki sposób rany mogą być zdrowiem? W jaki sposób cudze rany mogą być uzdrowieniem dla całej ludzkości?
I tutaj dochodzimy do najważniejszego punktu dzisiejszych rozważań pasyjnych. Rany Jezusa. Jak bardzo są nam potrzebne możemy się dowiedzieć tylko wtedy kiedy spojrzymy oczami naszej wiary, kiedy wykonamy krok w stronę miłosierdzia Bożego. W ranach Jezusa jest ukryta niezwykła moc, moc, która od wieków pozwala ludziom na rozpoznanie Chrystusa. Powiem więcej – nie wolno nam wyobrażać sobie Jezusa bez ran, Jezusa nie zranionego okrutnie jak tylko można. Nie ma Jezusa bez ran.

Całe wydarzenie paschalne – całe dzieło odkupienia rozpina się między dwoma stwierdzeniami:
Między zawołaniem Piłata „Ecce homo” - „ Oto człowiek” a zawołaniem Tomasza Apostoła „Pan Mój i Bóg mój”. Zarówno Piłat jak i Tomasz wypowiadają je w momencie spojrzenia na rany Pana Jezusa. Piłat rozpoznał w Jezusie człowieka, dzięki Jego ranom. Tomasz rozpoznał w Nim Boga, rozpoznał swojego nauczyciela i Pana. Te dwa zdania są więc dwiema odmiennymi interpretacjami ran Jezusa. Rany Jezusa ukazują bardzo jasno łączność Bóstwa i Człowieczeństwa Jezusa. Pomiędzy tymi stwierdzeniami rozciąga się pascha Pana – powolne, ciche, pokorne przechodzenie przez Mękę. „Ecce homo” to scena, którą od wieków rozważa pobożność ludowa. W różańcu, w drodze Krzyżowej. To scena, którą Piłat wskazał na człowieczeństwo Jezusa jest także motywem przewodnim w wielu obrazach, utworach poetyckich i rzeźbach.
W Jezusie, człowieczeństwo stało się jedną wielką i krwawą raną. I to jest właśnie CZŁOWIEK. Jezus jest nam tak bardzo bliski w tej scenie, tak bardzo ludzki. Nie wywyższa się, nie cierpi na pokaz. Cierpi jak Człowiek, bo był do nas podobny we wszystkich oprócz grzechu.
„Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, mąż boleści oswojony z cierpieniem, wzgardzony tak iż mieliśmy go za nic. Lecz on się obarczył naszym cierpieniem, on dźwigał nasze boleści, a myśmy go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego”.
W tym stwierdzeniu „oto człowiek” jest jeszcze głębszy sens. Otóż wcześniej Piłat zapytał Jezusa: „Cóż to jest prawda”? Czy nie może być odpowiedzią na to pytanie późniejsze stwierdzenie Piłata brzmiące „Oto Człowiek”?
aby dojść do Zmartwychwstania każdy człowiek musi tak jak Jezus, cierpieć i umrzeć, aby mógł w Chrystusie Zmartwychwstać i z Nim żyć. I znowu tutaj trzeba nam oczu wiary. Nie można się wyzbyć trudów tego życia. Nikt nie obiecywał nam łatwego życia. Trud i cierpienie mają sens tylko wtedy kiedy się spojrzy na nie oczami wiary i dostrzeże swojego Pana. A on jako pierwszy Zmartwychwstał, po trudach i po cierpieniach. Nie możemy zrozumieć człowieka jeśli się nie dotknie jego cierpienia, jeśli nie pomoże się człowiekowi w potrzebie. Ta scena „oto człowiek” uczy nas człowieczeństwa. Człowiek nie zawsze będzie młody i piękny, nie zawsze będzie zdrowy. Nie znaczy to, że wyjściem w takim przypadku będzie eutanazja. Eutanazja to ratunek dla tych co nie poznali Boga, co nie poznali człowieka, którzy nie nauczyli się kochać drugiego człowieka. Nigdy zabijanie nie może być przejawem miłości. Podobnie jest z aborcją – ludzie wymyślili sobie, że będą decydować jak ma wyglądać idealny człowiek. Jak ma wyglądać ktoś kogo będą w stanie pokochać. I kiedy nie potrafią kochać uciekają się do zabicia dziecka w łonie matki, a ostatnio nawet już po urodzeniu. Trzeba zostawić wszystko inne, wszystko do czego dążymy i najpierw nauczyć się szacunku do drugiego człowieka. Szacunku i miłości. Takiej jaką miał Jezus – który sam stał się człowiekiem.
Wielkanoc jest przejściem od jednego spojrzenia na rany Jezusa do drugiego.



Tomasz Halik – czeski kapłan pisze w swojej książce pt „Dotknij ran” w ten sposób:
„To, co tradycja kościelna mówi o dwóch naturach Jezusa – boskiej i ludzkiej, możemy nazwać podwójnym sposobem czytania Jezusowych ran. Rany Jezusa widziane z dwóch perspektyw wywołują dwie reakcje, obleczone w dwa słowa: „człowiek” i „Bóg”. I te właśnie słowa oznaczają coś radykalnie innego, coś diametralnie różnego od siebie, a przecież głęboko ze sobą złączonego i mogą się odnosić do tej samej osoby”.
Co tak bardzo zachwyciło Tomasza? To że jednocześnie rozpoznał Jezusa ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego. To rany Chrystusa sprawiły, że niedowierzający uczeń zidentyfikował Pana. Zmartwychwstanie było czymś tak niezwykłym, że nikt kto przebywał w obecności Jezusa w czasie przed Jego męką nie poznał go potem. Nie poznali go uczniowie z Emaus, nie poznali Go Apostołowie, nie poznała Go Maria Magdalena. Dopiero kiedy Jezus ukazuje swoje rany, mówi o męce i łamie chleb ludzie są w stanie poznać Go i stwierdzić, że rzeczywiście Zmartwychwstał. Widać więc tutaj wyraźnie, że Jezusowe Bóstwo i Człowieczeństwo jest tutaj jednością – jednością którą poznajemy dzięki ranom Jezusa przed Zmartwychwstaniem i po Zmartwychwstaniu.
„W jego ranach jest nasze zdrowie”. W Jego ranach jest nasze uzdrowienie z niedowiarstwa, z zakłamania. Stajemy w obliczu prawdy. W ranach Jezusa możemy dostrzec swój własny obraz.
Dwaj więźniowie porozumiewają się stukając w ścianę. Jeden stuka jakieś słowa a drugi mu odpowiada. Ta ściana z jednej strony przeszkadza im w normalnym życiu, jest rodzajem rozłąki, braku, oddzielenia. Z drugiej jednak strony ta ściana jest czymś co pozwala im się kontaktować ze sobą za pomocą stukania.
Każda rozłąka, rana, ból zbliża nas do Tego za Którym najbardziej tęsknimy. Zbliża nas do Boga. Każde oddzielenie jest rodzajem więzi. Rany są bolesne i takie będą. Każde jednak zranienie może i powinno rodzić ufność do Boga, Tego Który nigdy nie odrzuca człowieka, a jednocześnie Tego, Który sam był zraniony.
Przytoczę tu słowa pewnego misjonarza:
„Bóg tak pokierował moimi krokami, że znalazłem się na najuboższej misji usytuowanej na wysokości powyżej 2000 m nad poziomem morza. Znalazłem się wśród ludzi prawie nie znających Boga, ludzi dotkniętych nędzą, cierpieniem i rozpaczą O tym jak dawno nikt nie głosił tu Słowa Bożego świadczył katastrofalny stan kościoła pod wezwaniem św. Antoniego. Tu wśród nędzarzy, żebraków, masonerii tworzyłem Chrystusowy Kościół. Ciężkie dni, które trwały długie lata, dziś określam jako czas łaski. Na mojej drodze misyjnej wiązały się węzły gordyjskie, których po ludzku nikt nie był w stanie rozsupłać. Padałem na kolana, szlochałem i z głębi serca wołałem: Jezusie Chrystusie - ludzkie tragedie, moje węzły gordyjskie wkładam w ranę Twojego boku, w ranę Twojego miłosiernego serca przebitego włócznią. Tak powtarzałem codziennie i tak powtarzam do dziś. Bóg w moim wołaniu usłyszał mnie, słyszy nadal. Ratuje dusze, uzdrawia chorych. Ukryjmy się zatem w ranach swojego Mistrza, gdzie wszystko jest możliwe. To cudowne schronienie, które przygotował nam Zbawiciel - Jezus we własnym ciele. Cudem zbudowałem piękną świątynię, do której Jezus Chrystus zaprasza swoich Indian. Jestem szczęśliwy bo zapełnia się Chrystusowa owczarnia, w której uwielbiane są Najświętsze Rany i Najdroższa Krew Naszego Odkupiciela".

Panie Jezu Chryste, stajemy przed Tobą. Ucz nas, prosimy Ciebie mądry Mistrzu Życia, nieustannego wpatrywania się w Twoje rany, w których jaśnieje nasze życia. Naucz nas postawy nieugiętego ucznia kiedy wszyscy będą walczyć z Twoim Kościołem. Daj mi odwagę niesienia mojego krzyża codziennie a nie na pokaz przed innymi. Chroń mnie przed pokusą imponowania innym. Dawaj mi zawsze miłość do wszystkich ludzi bez wyjątku, nie tylko do pięknych, nieskazitelnych i bogatych. Dawaj siłę do walki z nałogami dla uzależnionych, do walki ze słabością dla wątpiących. Daj dobrą radę, tym którzy sami nie mogą Do Ciebie wrócić. Tym, którzy giną codziennie za wiarę w Ciebie daj dobrą śmierć i odwagę. Tym, którzy się od Ciebie Boże oddalają wskaż bezpieczny port zbawienia. 

sobota, 22 marca 2014

Prawda Jedyna



Samarytanka z Ewangelii została zewangelizowana przez Jezusa. To była swego rodzaju nowa ewangelizacja. Nowa Ewangelizacja, która polega na wychodzeniu do człowieka. Jak Chrystus. Wychodzeniu do człowieka i akceptowaniu go, ale nigdy nie na akceptowaniu jego złych zachowań. Nie ma takiej sytuacji, kiedy katolik może sobie pozwolić na kłamstwo. A jeśli się ono przydarzy – natychmiast zwraca się do Boga i mówi Ojcze – zgrzeszyłem. Chrystus wyszedł z inicjatywą, najpierw zapytał o wodę, a potem sam ją obiecał. Zmieniło się jednak znaczenie wody. To już nie zwykła, zaczerpnięta ze studni, przezroczysta woda. To woda żywa - woda prawdy o Bogu i sobie samym. Tę wodę, która zaspokaja pragnienie Jezus chce dać Samarytance. Tę wodę, Jezus chce dać każdemu z nas. Nigdy nie będziemy już pragnąć. Jezus chce dać wody żywej każdemu, kto pragnie. Nie jest to pragnienie wody, ale pragnienie prawdy. Samarytanka przychodząca do Jezusa nie jest spragniona prawdy, ona nie umie jeszcze żyć prawdą. To spotkanie z Jezusem uczy ją życia w prawdzie. Spotkanie z Jezusem uczy ją miłości do Boga. Samarytanka rozpoznała w Chrystusie Boga. Tego, który przygarnia do serca, ale jednocześnie Tego, Który pragnie prawdy.



W tym Wielkim Poście w poszczególne niedziele mówimy o różnych spotkaniach. O różnych spotkaniach z Jezusem. Zbliżając się do nocy Paschalnej śledzimy po kolei spotkania Jezusa. I uczymy się od Niego relacji z ludźmi. Poprzez spotkanie z Jezusem ludzie dochodzą do wiary, do nadziei, do prawdy. Jezus nie krzyczy i nie podnosi głosu, tylko powoli tłumaczy każdemu to co jest istotne i ważne dla wiary.  To co jest istotne i ważne dla każdego człowieka wierzącego.

Jezus mówi jasno i wyraźnie. Spotkanie z Jezusem odmienia życie. Odmienia spojrzenie na swoją rodzinę, przyjaciół, na Kościół. Bardzo często Ci, którzy w Kościele widzą tylko zło, nie spotkali w swoim życiu Jezusa. Nie spotkali Jezusa i do wiary nie dojrzeli. Do wiary również trzeba dojrzeć. Bardzo często Kościół atakują Ci, którzy nie mają z nim nic wspólnego. Ci, którzy nie umieją spotkać Chrystusa w swoim życiu pomimo tego, że On idzie z nimi. Pomimo tego, że Chrystus sam wyciąga do człowieka rękę, wyciąga rękę i proponuje rozmowę, nadzieję, prawdę. Stańmy w prawdzie przed Bogiem, bo inaczej Go nie spotkamy. Będziemy przychodzić co niedzielę do Kościoła, ale nie spotkamy Boga. Będziemy przyjmować Komunię Świętą i spowiadać się, ale jeśli nie będziemy żyć w prawdzie – nie spotkamy Boga. W swojej pierwszej homilii po wyborze na stolicę Piotrową, papież Franciszek powiedział tak:

 Bez podążania za Bogiem zamknęlibyśmy się w sobie, bez budowania na Chrystusie - stawialibyśmy jak dzieci zamki na piasku, a bez wyznawania Chrystusa - wyznawalibyśmy „diabelską światowość”. - Kto nie modli się do Pana, modli się do diabła. Bez krzyża możemy być księżmi, biskupami, kardynałami, papieżami, ale nie jesteśmy uczniami Pana.

Krzyż – prawda – Chrystus. To nasze sztandary. Nie mamy innych. Nie mamy lepszych. One są dla nas wszystkim. Bądźmy jak Samarytanka, która uwierzyła Chrystusowi i porzucajmy nasze złe uczynki. Bądźmy jak chorąży na olimpiadzie, który dumnie powiewa flagą swojego kraju, sztandarem Chrystusa.








sobota, 16 listopada 2013

zaczyna się

„Zaczyna się”… powiedział wczoraj jeden z moich przyjaciół księży. Co się zaczyna, zapytałem? Zaczynają się czytania o końcu świata.
Zaczyna się, dzisiejszej niedzieli i przez cały przyszły tydzień, czyli ostatni tydzień roku liturgicznego będą czytane w kościele fragmenty Ewangelii mówiące o końcu świata. Ale czy na pewno o końcu świata ?
W tamtym czasie dla Żydów końcem świata była groźba zburzenia Świątyni Jerozolimskiej. Nie wyobrażali sobie życia bez niej. Było to dla nich święte miejsce… ale z czasem zaczęli traktować świątynię ponad Boga, zatrzymali się na kulcie świątyni i zaniedbali kult Boga. Przestali ufać Bogu, a zaczęli ufać dziełu swoich rąk. Przestali ufać Bogu! Kolejny już raz słyszymy o zaufaniu Bogu.
A więc czy na pewno opis z dzisiejszej Ewangelii jest opisem końca świata? A może to przestroga dla nas, abyśmy ufali Bogu?




„Być może o tym myślał Jezus, kiedy przestrzegał przed zwodzeniem i oszustwami religijnymi. Polegają one na tym, że ludzie, w imieniu Boga, szafują na prawo i lewo zwodniczymi obietnicami, rzekomymi objawieniami, fałszywymi interpretacjami Słowa Bożego, cudami. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, w dobie New Age, niezliczonych ilości sekt, powiązanych z miliardowymi interesami, w dobie nihilistycznych filozofii, ludobójczych ideologii, fałszywego mistycyzmu, łatwo jest zatracić wiarę i rozeznanie. Zresztą nie tylko dziś grozi światu zamęt religijny: zawsze tak było, choć nie z wykorzystaniem takich możliwości technicznych jak obecnie. Ale nie w technice rzecz, lecz w oszustwie”.
Czemu mają służyć te ideologie ? Odciągnięciu człowieka od Boga, wmówieniu człowiekowi, że może tyle co Bóg, że może więcej od Boga, że jest od Boga niezależny. Jezus mówi nam dzisiaj: Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: Ja jestem oraz: Nadszedł czas. Nie chodźcie za nimi. 
Wielu będzie chciało odciągnąć od wiary, tych którzy ufają Bogu. Wielu Będzie chciało odciągnąć poprzez wmawianie nam, że wiara w horoskopy jest dobra. Że dobra jest joga, pseudo medytacja. Tylko jedna medytacja jest prawdziwa i pochodząca od Boga – medytacja na Słowem Bożym, rozmyślanie o Nim. Wschodnie techniki medytacji są zwodzeniem człowieka. I powie ktoś, że to niegroźne, bo ja wiem o co chodzi i się nie dam oszukać i zwieść – nie chodźcie za nimi – mówi Chrystus.
Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi. święty Paweł troszczy się o Tesaloniczan. Jaki jest porządek – wiara i zaufanie Bogu, praca na chwałę Boga – bo każda praca ma być na chwałę Boga a później są dodatki do naszego życia. Potem są przyjemności, rozrywka, która nie może nam zabierać właściwego porządku rzeczywistości. Kto nie chce pracować niech też nie je. Nie, ten kto nie może, ale ten kto nie chce.
To nie jest łatwe… powie ktoś – zgadzam się, nie jest to łatwe. Więcej powiem, to zakrawa o heroizm. Lecz przed tym wszystkim podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą do królów i namiestników 
A Ci królowie i namiestnicy będą sądzić, że wiedzą więcej od Boga, że wiedzą lepiej od Boga. Będą was prześladować – Jezus mówi wprost, nie udaje, że wszystko będzie w porządku, że wiara w Chrystusa i wyznawanie prawdy jest łatwe, lekkie i przyjemne. Będą was prześladować. Za to, że pokazujecie swoją wiarę, za to, że nie jesteście pyszni, że żyjecie w prawdzie Boga. 
Będą was prześladować, ale ocalicie wasze życie – przez to, że złożycie świadectwo.
Bądźmy świadkami Chrystusa, bądźmy świadkami Jezusa wszędzie. W konkrecie naszego życia. W naszej codzienności, w naszej radości i smutku. My jako uczniowie mistrza mamy iść za nim, tam gdzie On idzie. Mamy iść za nim. Nie obok, nie przed Nim, nie udawać, że uczeń przerósł mistrza. On nas nauczy, gdzie jest On sam i Jego nauka. Nauczy nas nie ufać fałszywym nauczycielom, wilkom w owczej skórze. Nauczy nas wybierać drogę ucznia Chrystusa, nadejdzie bowiem dzień palący jak piec , a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą słomą. Dla ufających Bogu wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego skrzydłach. 
Bądźmy wrażliwi na potrzeby ludzi, bo współczesną formą prześladowania może być znieczulenie się na potrzeby drugiego człowieka. Nie tam gdzieś daleko, ale na naszym podwórku, w naszej rodzinie. Mnie bądźmy tymi, którzy boją dnia palącego jak piec. Nie bądźmy tymi, którzy nie idą za Jezusem. On ma Słowa Życia.
Światło i żar dla grzeszników będą tragiczne, a dla dobrych – radosne i uzdrawiające. Ten sam Bóg dla jednych okaże się szczęściem, dla innych – wieczną odrazą.

Znany teolog - Baltazar mówił:
Pan Bóg jest
Niebem - jako zdobyty
Piekłem - jako utracony
czyśćcem  - jako oczyszczający

Sądem - jako badający

niedziela, 10 listopada 2013

nie może nie boleć

„to jest moja matka, ta ziemia! To jest moja matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry! I zrozumcie, wy wszyscy, którzy lekkomyślnie podchodzicie do tych spraw, zrozumcie, że te sprawy nie mogą mnie nie obchodzić, nie mogą mnie nie boleć! Was też powinny boleć! Łatwo jest zniszczyć, trudniej odbudować. Zbyt długo niszczono! Trzeba intensywnie odbudowywać! Nie można dalej lekkomyślnie niszczyć”! – wołał bł. Jan Paweł II






Dzisiaj szczególny dzień, szczególna data. Wspominamy 95 rocznicę odzyskania niepodległości.  Polska stała się wolna. Polska – nasza ojczyzna i nasza matka.
To jest moja matka ta ziemia, to jest moja matka ta ojczyzna – kto z nas miałby dzisiaj tyle odwagi, aby wypowiedzieć takie słowa jako swoje ? Kogo z nas dzisiaj bolą słowa o tym, że ojczyzna jest niszczona ? Mam nadzieję, że wielu…
Nie mogą nas nie boleć takie słowa. Nie może nas nie boleć to, że tak wielu ludzi zapomina o ojczyźnie, o patriotyzmie.
Musi nas boleć, że ciągle są tacy, którzy niszczą, ojczyznę, a więc i samych siebie.
 Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mujedno proste zdanie – wskazówka Jezusa. Gdyby tysiące i miliony ludzi biorących udział w tak wielu wojnach, powstaniach, zamieszkach – wzięły sobie do serca i umysłu te słowa o wybaczeniu, iluż tragedii ludzkich można by uniknąć.
Bierzemy więc sobie do naszych serc te słowa. Każdy z nas – zapamiętuje dzisiaj z Ewangelii zdanie:  Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu.
Czego unikniemy ?  wojny – wojny w naszych sercach i sumieniach. Unikniemy zaniedbania relacji międzyludzkich. Przebaczenie to jeden z najpiękniejszych darów jakimi Bóg obdarował człowieka. Przebaczenie – to coś co nas upodabnia do Boga. Brak przebaczenia i nienawiść tworzą wojnę.
Musi nas boleć, że tak wielu ludzi nie kocha swojej ojczyzny. Musi nas boleć, że tak wielu ludzie gardzi Polską i miłością do Boga i ojczyzny. Ale to, że nas boli, nic nie zmieni. Każdy z nas, zmianę swojego myślenia zaczyna od samego siebie.
Uczymy się przebaczenia, szacunku, miłości braterskiej. Uczymy się żyć dla Polski, uczymy się żyć dla Boga. Mało tego – innych uczymy żyć dla Polski, innych uczymy żyć dla Boga. Nikt nie nauczy młodzieży i dzieci miłości do ojczyzny i patriotyzmu jeśli nie my sami.  Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu.

To mamy wpajać naszym rodzinom, to macie przekazywać waszym dzieciom. To przebaczenie i miłość buduje, nie nienawiść. Kochać ojczyznę, kochać Boga i żyć dla Niego i dla niej.
Kiedy rozpoczynałem naukę w Szkole Podstawowej, wszyscy uczniowie składali ślubowanie ucznia. Były w tym moim ślubowaniu takie słowa:  Będę kochał ojczyznę i dla niej pracował kiedy urosnę  - nie zapomniałem tych słów, mam je w uszach. Mogę powtórzyć za bł. Janem Pawłem – to jest moja matka ta ziemia, to jest moja matka ta ojczyzna….
Budujmy naszą miłość do ojczyzny, bo jej nigdy za wiele. Nie można niszczyć – trzeba budować, intensywnie budować. Budować przyszłość naszego narodu – na Bogu i ojczyźnie.


Ojczyzna moja - to ta ziemia droga,
Gdziem ujrzał słońce i gdziem poznał Boga,
Gdzie ojciec, bracia i gdzie matka miła
W polskiej mnie mowie pacierza uczyła.

Ojczyzna moja - to wioski i miasta,
Wśród pól lechickich sadzone od Piasta;
To rzeki, lasy, kwietne niwy, łąki,
Gdzie pieśń nadziei śpiewają skowronki.

Ojczyzna moja - to praojców sława,
Szczerbiec Chrobrego, cecorska buława,
To duch rycerski, szlachetny a męski,
To nasze wielkie zwycięstwa i klęski.

Ojczyzna moja - to te ciche pola,
Które od wieków zdeptała niewola,
To te kurhany, te smętne mogiły -
Co jej swobody obrońców przykryły.

Ojczyzna moja - to ten duch narodu,
Co żyje cudem wśród głodu i chłodu,
To ta nadzieja, co się w sercach kwieci,
Pracą u ojców, a piosnką u dzieci! - M. Konopnicka

sobota, 2 listopada 2013

Czy to jest mój Jezus ?

Dawno temu, w osadzie na nizinie u stóp Andów żyło pokojowe plemię. Pewnego dnia – osada ta została zaatakowana przez bandę zbójców z okolic wysokogórskich. Oprócz łupów, zabrali oni również dziecko jednej z rodzin i uprowadzili w góry. Ludzie z tego plemienia, jako ludzie z nizin, nie wiedzieli jak pokonać góry. Nie znali szlaków, nie umieli nawet szukać uciekających po ich śladach. Jednak, pomimo tego wysłali grupę swoich najlepszych wojowników, aby odszukali dziecko i przyprowadzili do rodziców. Próbowali podejść jedną drogą, potem inną. Jednym sposobem, potem drugim i nic, nie dali rady. Po wieli dniach i tygodniach próby zdobycia gór udało im się podejść zaledwie kilkaset metrów. Postanowili wrócić do osady pokonani przez góry. Kiedy wracali do domów, zobaczyli idącą z gór matkę dziecka, które było porwane. Niosła na rękach swoje dziecko, które udało jej się odbić z rąk porywaczy. Jeden z członków wyprawy, zdumiony tym, że kobiecie udało się nie tylko wspiąć na górę, ale również odszukać porywaczy i odzyskać dziecko zapytał: Jak ci się to udało? My, najsilniejsi mężczyźni z osady nie daliśmy rady.   Kobieta odpowiedziała: to nie było wasze dziecko





Można nawiązując do dzisiejszej Ewangelii tę historię pokazać od drugiej strony. Skąd ta zawziętość Zacheusza, wspinanie się na drzewo? Dlaczego tylko On tak zrobił, wielu pewnie chciało zobaczyć Jezusa i nie tylko on był niski. W ogóle ludzie nie byli zbyt wysocy w tamtym czasie.  Odpowiedź: to nie był ich Jezus. To nie był ten, na Którego byli gotowi patrzeć jak na zbawiciela.  Zacheusz najpierw dostrzegł swoją niemoc, a potem zobaczył Jezusa takiego jaki jest. Nie ubierał go w bezpieczne dla swojego grzechu wyobrażenie. Chciał go zobaczyć, bo uwierzył, że może on zmienić jego życie. Tak jak ta matka z opowiadania, wierzyła, że skoro to jest jej dziecko uda jej się je odzyskać. Zacheusz wierzył, że skoro Jezus jest w stanie dać mu szczęście to on musi go zobaczyć.

Jaki jest nasz obraz Jezusa ? Czy Jezus z Ewangelii, ten wybaczający, ale wymagający jest Jezusem, którego znamy i którego chcemy ? Czy chcemy oglądać takiego Jezusa, który nie daje pozwolenia na zło i na pobłażanie? Czy taki Jezus, którego widzimy na kartach Ewangelii to jest nasz Jezus ? Którego jesteśmy w stanie odszukać w naszym życiu za wszelką cenę?

Zacheusz chciał koniecznie zobaczyć Jezusa, ale był zbyt niski aby to zrobić. Zbyt niski, aby go zobaczyć w tłumie. Widzimy więc, że trzeba wyjść z tłumu, z jednakowości, aby zobaczyć Jezusa całym sobą. Trzeba więc być sobą, aby umieć wyrwać się tłumu i stanąć twarzą w twarz z Jezusem.  Zacheusz potrafił to zrobić. On, grzesznik i oszust, celnik – wyszedł z tłumu. Jest różnica między tłumem a wspólnotą. Wspólnota jest grupą ludzi wspólnie patrzących w jednym kierunku. Każdy człowiek jest jednostką, ale jest też zjednoczony z innymi. Tłum to miejsce, gdzie nie mam miejsca dla pojedynczego człowieka. Liczy się ogół. 

Każdy z nas jest we wspólnocie, Kościoła, rodziny, przyjaciół. Zacheusz nie był we wspólnocie, ale w tłumie. Musimy się tak jak on wydobywać z tłumu, aby nie zagubić w nim siebie, nie zagubić w tłumie swoich uczuć.

Nie naśladujmy Zacheusza w grzechu, ale w nawróceniu. W tym, że chciał się znaleźć we wspólnocie uczniów Jezusa. Najpierw odszukał siebie i znalazł siebie na drzewie, a potem zobaczył i pokochał Chrystusa. Stał się uczniem.

Potrzeba nam postawy ucznia, abyśmy umieli słuchać i patrzeć na Chrystusa takim jaki jest. Zacheuszowi próbowano opowiedzieć o Jezusie, ale on nie chciał opowieści, chciał Go zobaczyć osobiście.  W tym również naśladujmy Zacheusza. Nikt nas nie nauczy Chrystusa, dopóki sami Go nie spotkamy w naszym życiu.  A to spotkanie potem owocuje naszym nawróceniem. Jezus nie mówił Zacheuszowi, że ma rozdawać majątek. Sam do tego doszedł. Spowodowało to spotkanie z Panem, nawrócenie. Osobista relacja z Chrystusem.
Naśladujmy dobre wzorce. Naśladujmy Zacheusza w jego nawróceniu. Kiedy nauczymy się samych siebie, spotkamy Chrystusa. I to będzie nasz Jezus, o którego będziemy walczyć, którego będziemy zdobywać. Jezus, z którym będziemy chcieli żyć zawsze, indywidualnie i we wspólnocie Jego uczniów

Odnowienie życia

O potężny Królu, Chryste,
Ty dla chwały swego Ojca
I naszego odkupienia
Zwyciężyłeś przemoc śmierci.
  Pełen blasku wstałeś z grobu
I przez moc misterium Paschy
Twoje życie w nas odnawiasz,
Gdy nas grzechy uśmiercają.
 Wprowadź nas, łaskawy Sędzio,
W światło i wieczysty pokój,
Bo przez wiarę oraz miłość
Już do Boga należymy.
  Wezwij też do siebie wszystkich,
Którzy świat ten opuszczając,
Pragną wejść do Ojca domu,
Aby Ciebie chwalić wiecznie. Amen.






Wezwij też do siebie wszystkich, którzy pragną wejść do domu Ojca. Tymi słowami modlimy się dzisiaj w hymnie nieszporów – za naszych zmarłych. Po wczorajszej radości w uroczystość Wszystkich Świętych, przychodzi moment na chwilę refleksji, ale również radosnej nadziei na to, że Ci, których znaliśmy za życia – są w niebie. Pomagają im nasze modlitwy – to wzajemne wsparcie Kościoła na Ziemi i Kościoła w niebie jest bardzo cenne. Możemy sobie nawzajem pomagać. Nasza modlitwa ma wielką moc. W tych dniach można uzyskać odpust zupełny i ofiarować go za zmarłych. Nie ma większego dowodu naszej pamięci o zmarłych. Czytamy dzisiaj u świętego Pawła, że Chrystus Zmartwychwstał, jako pierwszy z tych, co pomarli. Pierwszy – a nie jedyny. Każdy zmarły więc zmartwychwstanie do życia wiecznego. I na tamten świat – pójdą za nami nasze dobre uczynki.   Zechciejmy szczególnie dzisiaj i przez kolejne dni listopada szczególnie prosić Pana Boga o radość życia na wieki dla naszych zmarłych. Prośmy wszystkich Świętych o wstawiennictwo za nimi.

O potężny Królu, Chryste,
Ty dla chwały swego Ojca
I naszego odkupienia
Zwyciężyłeś przemoc śmierci.

Zwyciężyłeś Panie Jezu Chryste i za to chcemy Ci dzisiaj dziękować.