sobota, 21 września 2013

nie możemy



Wiele dzisiaj w świecie dyskusji o pieniądzach. Wiele rozmów toczonych w różnych sferach życia, w różnych środowiskach, w domach, wszędzie. Uciekamy od utartych sloganów. Coraz bardziej i śmielej mówimy o pieniądzach i przestaje mieć rację bytu przysłowie, że jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. Wszystko się zmienia. Świat idzie do przodu. Czasem na ślepo, ufając kłamstwu zamiast prawdzie.  Postęp ludzkości często rodzi wyzysk, nowe odkrycia przysparzają zamiast szczęścia – pogłębienie biedy, zwłaszcza w krajach rozwijających się. 

Dzisiaj Ewangelia wydaje się być bardzo na czasie, kiedy słyszymy o tym, jakim bożkiem stał się pieniądz. Papież Franciszek mówił o na ten temat przedwczoraj podczas swojej homilii. :  Ktoś jednak powie: «Ale przecież znam Dziesięć Przykazań i żadne z nich nie mówi źle o pieniądzach. Przeciwko któremu z nich się grzeszy, gdy działa się dla pieniędzy?» Odpowiadam: przeciwko pierwszemu! Grzeszysz bałwochwalstwem! Oto dlaczego: bo pieniądz staje się bożkiem, któremu oddajesz cześć! I dlatego Jezus mówi nam, że nie możemy służyć bożkowi pieniądza i Bogu żywemu. Albo jednemu, albo drugiemu. Pierwsi Ojcowie Kościoła – mówię o wieku III, między rokiem 200 i 300 – powiadali mocno: «Pieniądz to diabelskie łajno». Jest tak dlatego, że czyni nas bałwochwalcami, psuje nasz umysł pychą, sprawia, że stajemy się maniakami spraw próżnych i oddala nas od wiary, korumpuje”. 

Tyle Franciszek. Pieniądz nie może być bogiem, bo wtedy świat staje na głowie i wariuje. Pieniądz nie może być bożkiem i to powtarzam z całą świadomością tego. Jest śliska granica pomiędzy uważaniem pieniędzy za element niezbędny do życia a uważaniem pieniędzy za coś, bez czego życie nie jest prawdziwe. Trzeba nam prawdy. Nam wszystkim trzeba stanięcia przed lustrem i spojrzenia na siebie. Czy jeszcze widzimy coś poza sobą, naszym egoizmem i przywiązaniem do pieniędzy?

Trzeba mieć pieniądze, one są ważne, ale nie są sensem życia, bo zaślepiają, bo czynią człowieka ślepym na drugiego, a przede wszystkim na Boga. To grozi każdemu. Każdemu grozi ślepota, spowodowana służeniem pieniądzom, o czym mówi dzisiaj Chrystus w Ewangelii. będziemy zmniejszać efę, powiększać sykl i wagę podstępnie fałszować. Będziemy kupować biednego za srebro, a ubogiego za parę sandałów i plewy pszeniczne będziemy sprzedawać”. – tak mówi dzisiaj prorok Amos o uczciwości. Nie wiem jak Wy, ale ja się czuję jakby prorok Amos te słowa wypowiedział wczoraj, albo dzisiaj. Czy nasze czasy nie są podobne do tamtych? Czy brakuje ludzi nieuczciwych i kłamców, oszustów? Nie, nie brakuje. Są wszędzie i sprawiają, że życie człowieka może się stać zależne od pieniądza, a uczy nas Chrystus, że takie być nie może.

Uczy nas Chrystus, że mamy wierzyć w Boga Ojca, nie w pieniądze. Nasza wiara ma być autentyczna. A kiedy taka będzie ? Kiedy będziemy się starali o sprawiedliwość. Kiedy będziemy wierni poczynając od małej rzeczy, kończąc na wielkiej.  Wiara jest relacją człowieka do Boga i odwrotnie. Wiara jest spotkaniem, nigdy nie spotkaniem z bożkiem, ale zawsze z Żywym Bogiem.
Komu mamy służyć ?  Daje nam dzisiaj Chrystus wybór – albo Bogu, albo pieniądzom. Nie ma innego wyjścia. Nie znaczy to, że można żyć w dzisiejszym świecie bez pieniędzy, bo przecież jest bieda i wiele trudnych sytuacji materialnych. Trzeba jednak zawsze wybrać – co jest ważne dla mnie ? Kto jest dla mnie ważny. To pieniądz ma służyć nam. I to mówię przede wszystkim do siebie i do was tu obecnych. Służyć znaczy oddawać siebie, dawać coś z siebie. To Bogu oddajemy siebie.

Byłem kiedyś u mojego przyjaciela w Ciechanowcu. Jechałem pociągiem, wysiadłem na stacji i kilkanaście kilometrów, które pozostały do Ciechanowca przejechałem właśnie z ks. Łukaszem, który po mnie wyjechał. Jechała tym pociągiem również siostra zakonna, która poruszała się o własnych siłach, ale czasami potrzebowała skorzystać z wózka inwalidzkiego, który wiozła. Ona również musiała pokonać te kilkanaście kilometrów do Ciechanowca. Ksiądz Łukasz postanowił podwieźć siostrę i wziąć jej wózek. Jego samochód nie był zbyt duży, nie znam się na markach, ale był trzy drzwiowy. Okazało się, że będzie problem z umiejscowieniem wózka w bagażniku i trzeb go było wepchnąć do środka na tylne siedzenie… siostra gdy zobaczyła te komplikacje, które mieliśmy obaj z ks. Łukaszem pakując ten wózek powiedziała: to ja nie będę księżom przeszkadzała, zadzwonię po kogoś – przyjedzie i weźmie. Widzę, że księdza samochód nie zmieści mojego wózka.  Ks. Łukasz – mój przyjaciel powiedział wtedy tak: Siostro – przecież to samochód ma nam służyć, a nie my jemu.

To rzeczy materialne mają nam służyć, nie my im. To pieniądze mają nam służyć, a nie my im. Trzeba nam o tym pamiętać, zwłaszcza teraz kiedy tak wiele jest kłamstwa i wyzysku na świecie. Walki o wysokie stanowiska. Trzeba nam pamiętać, że nie można służyć dwóm panom.
Bądźmy wierni w naszej codzienności Chrystusowi. Nie potrzeba nam wielkich wyczynów, potrzeba wierności w małych rzeczach, w codziennych sprawach. 

sobota, 14 września 2013

powstanie i powrót

Liturgia Słowa zwraca dzisiaj naszą szczególną uwagę na to co grzech może uczynić z człowiekiem, jak bardzo może go osłabić i pokonać, jak mogłoby się wydawać.
W pierwszym czytaniu słyszymy o tym jak lud, który wędrował przez pustynię z Mojżeszem zaczął się odwracać od Boga, zaczął szemrać przeciw Bogu i tracić wiarę, że uda im się dojść do Ziemi Obiecanej. Odlali sobie posąg cielca ze złota, które wynieśli z Egiptu i jemu zaczęli oddawać cześć. Mojżesz wstawia się na nimi u Boga, aby ich nie karał, aby dał im kolejną szansę. I Mojżeszowi się udało, Pan Bóg zaniechał kary za grzech oddawania czci bożkowi.




Iluż z katolików również sprzeniewierza się Bogu? Często bywa tak, że jest wszystko pięknie i wspaniale, że zagłuszają swoje sumienie i udają, że jest wszystko w porządku. Zagłuszanie sumienia jest przeciwstawieniem się Bogu, który dał nam to sumienie. Na pozór dobre życie, a wewnątrz zakłamanie i fałsz.  Pan Bóg się brzydzi fałszem i zakłamaniem. Brzydzi się pozorami.    
 Nam wszystkim tu obecnym potrzeba stałego nawrócenia, abyśmy nie byli jak Ci, którzy żyją na pozór, którzy uważają, że bogactwem można załatwić wszystko, kupić wszystko i dzięki niemu mieć wszystko. Trzeba nam spojrzeć na siebie i zapytać – co jest dla mnie najważniejsze ? Czy moim Bogiem wciąż jest Trójjedyny Bóg? Czy moim Bogiem wciąż jeszcze jest Ten, Który za mnie umarł i zmartwychwstał?

I jak sobie uświadomimy nasz grzech i naszą słabość… powtórzymy słowa psalmu dzisiejszego:  wstanę i wrócę do mojego Ojca. Bo to nam pozostaje. Kiedy czytamy fragment Ewangelii na dzisiaj przeznaczony i słyszymy przypowieść o synu marnotrawnym dźwięczą nam w uszach słowa: wstanę i wrócę do mojego Ojca. Te słowa są jak echo w dzisiejszej liturgii Słowa. Te słowa Jezus wypowiada dzisiaj po to, aby mocno zapadły nam w serca i umysły.
Nawrócenie to kwestia nie tylko postanowienia sobie, że od tej pory będę lepszy. Takie postanowienie to żadne postanowienie. Takie słowa to żadne słowa. Lepiej ich nie wypowiadać.

Nawrócenie to kwestia stanięcia w prawdzie o sobie i podjęcie działania. Nawrócenie to nie tylko chęć przemiany życia, ale to przede wszystkim przemiana życia. Nie słowa, ale czyny.

Kiedyś na spotkaniu do bierzmowania zapytałem młodego człowieka:  czy można próbować się nawracać ?  odpowiedział, że tak. Więc poprosiłem go, żeby próbował wstać. Więc on wstał. Ja mówię: nie, nie wstawaj, tylko próbuj wstać. On znowu wstał i mówi: nie rozumiem, nie da się próbować wstać, bo albo się wstaje albo nie. 

Otóż to jest właśnie to: żywa i czysta Ewangelia. Nie próbujemy zmienić naszego życia, ale je zmieniamy. Nie odkładamy nawrócenia na potem. Jak będę miał więcej czasu to zajmę się swoim życiem duchowym. Od razu działamy, od razu mamy być radykalni i zdecydowani. A kto nam wtedy pomoże? Kto nam da siłę do tej walki ?  Wtedy Pan Bóg będzie dla nas jak poszukiwaczka drachmy z Ewangelii, albo jak pasterz, który idzie za owcą, która się zagubiła. Będzie nasz szukał, będzie nas szukał i znajdzie. To nie jest tak, że będzie błądził i się miniemy z Nim. On nas szuka i znajduje. 
A my: wstajemy i wracamy do naszego Ojca. Święty Paweł w drugim czytaniu dodaje nam otuchy, kiedy mówi:  A nad miarę obfitą okazała się łaska naszego Pana wraz z wiarą i miłością, która jest w Chrystusie JezusieNam się zdawało, że nie damy rady z nawróceniem, bo będzie nam za trudno. Ale nad miarę obfitą okazała się łaska Pana. Obfitą okazała się łaska Pana – dla każdego z nas, którzy podejmujemy walkę. Którzy nie próbujemy wstać, ale wstajemy. Dla każdego z nas, którzy nie próbujemy się nawracać, ale to robimy.


Bądźmy miłosierni, jak Ojciec z dzisiejszej przypowieści. Bądźmy ludźmi, którzy się nawracają i potrafią pokonać swoje słabości dzięki Temu, który za nas umarł i zmartwychwstał. Bądźmy ludźmi, których wiara jest prawdziwa, a sumienie nie jest zagłuszone przez kłamstwo.   Wstajemy i wracamy do naszego Ojca. 

sobota, 7 września 2013

prawda i krzyż



 Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem. Trudne te słowa z Ewangelii daje nam dzisiaj Bóg do rozważenia. Wymagające i niezrozumiałe na pierwszy rzut oka.    Dostałem kiedyś na imieniny takie życzenia: Życzę Ci niespokojnego serca, które nie zazna spokoju do czasu aż nie spocznie w Panu Bogu.

Dziwne mi się wydały te słowa, ale kiedy dłużej nad nimi myślałem, tym bardziej docierało do mnie ich ukryte znaczenie, ich głębia i mądrość. Moje serce ma być niespokojne dopóki  nie spocznie w Bogu. Moje serce ma być NIESPOKOJNE, kiedy chodzi o Boże sprawy. Serce każdego z nas ma być niespokojne. Co to znaczy, że mam mieć w nienawiści moją rodzinę ? Dlaczego tak ?  nie chodzi o to, żeby kogoś nienawidzieć, ale o to, żeby umieć określić w naszym życiu co jest najważniejsze, co jest na miejscu pierwszym. Mamy się codziennie uczyć nieustannie jak być tymi ludźmi, którzy biorą swój krzyż i dopiero wtedy idą za Jezusem. Biorą swój krzyż to znaczy przyjmują na siebie wymagania, które stawia nam Ewangelia. Nie wybiórczo, ale w całości. A co to za wymagania?  Wiara w Chrystusa, która nie uznaje kompromisów, wiara w Jezusa, która jest często wyśmiewana za to co głosi. Wiara w Jezusa, którą mamy mieć w sobie to nie jest przyzwalanie na zło – pod żadną postacią. To nie jest wybieranie sobie elementów nauki Kościoła, które są dla nas wygodne. Wiara to nie jest przymykanie oczu na grzech, nawet kiedy trzeba wytknąć błąd komuś w naszej rodzinie. To właśnie znaczą słowa o tym, że trzeba mieć w nienawiści naszą rodzinę i siebie samego. Jeśli ktoś z nas grzeszy to wszyscy inni mają nienawidzieć tego grzechu, a nie mówić, że nic się nie stało. Zawsze patrzymy na człowieka i nigdy go nie potępiamy. Zawsze nienawidzimy grzech, a szanujemy człowieka. I to jest właśnie wiara, o której mówi dzisiaj Jezus. Mamy być gotowi na potępienie grzechu. Tam gdzie trzeba dostrzec szatana, trzeba go nazwać po imieniu i potępić. Wdziera się obecnie pod różnymi postaciami szatan do umysłów ludzi, zwłaszcza dzieci. Pod pozorem niewinnej zabawy czy obrazków rozpoczyna rozkład dobra w duszach dzieci, młodzieży i dorosłych.

Nazywamy rzeczy po imieniu. Spoglądamy na zło i mówimy, że widzimy zło, a nie że to chyba dobro, albo nie wiemy co to, więc na wszelki wypadek zgodzimy się na to.
Jezus mówi wyraźnie – trzeba mieć w nienawiści nawet samego siebie i trzeba się pozbyć wszystkiego aby można było być prawdziwym uczniem Chrystusa.
I drugie najmocniejsze zdanie dzisiejszej liturgii słowa: kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem.

Dwa lata temu decyzją księdza rektora naszego seminarium zostałem skierowany na roczny urlop dziekański do jednej z warszawskich parafii. Byłem wtedy po piątym roku. Decyzja o urlopie spadła na mnie zupełnie nagle. Rozpocząłem urlop zupełnie nieświadomy tego, że będzie to czas największych zmian w moim życiu. Czas kiedy namacalnie doświadczyłem znaczenia tego zdania z dzisiejszej Ewangelii: kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem.  Nie rozumiałem kompletnie do tej pory co znaczy to zdanie. Mało tego, wydawało mi się, że wiem co znaczy, ale uparcie trwałem w błędzie. Dopiero kiedy doświadczyłem braku i pustki zrozumiałem, że tylko Bóg może dać mi prawdziwe szczęście.

Wyrzec się wszystkiego to znaczy więc: uznać, że to co mam, mam tylko i wyłącznie dzięki dobroci Boga. Wyrzec się wszystkiego to uznać, że żadne materialne bogactwa nie dadzą mi szczęścia prawdziwego. I Wreszcie wyrzec się samego siebie to zacząć żyć w prawdzie.  Trzeba być prawdziwym i autentycznym w swoim życiu. Nasze życie musi się opierać na prawdzie, bo nie będzie prowadziło do zbawienia. Żyjąc w kłamstwie zamykamy sobie drogę do nieba. Żyjąc w kłamstwie oddalamy się od Boga, który jest źródłem prawdy. Prawda, nawet najboleśniejsza jest zbawienna. Nikt z nas nie ma prawa udawać kogoś kim nie jest. Nikt z nas nie ma prawa zagłuszać własnego sumienia jak to mówi w imię miłości bliźniego. Pan Bóg brzydzi się kłamcami, ale daje łaskę żyjącym w prawdzie. Tylko prawda nas wyzwoli, jak mówi święty Paweł.  Chrystus każe nam zastanowić się, czy miłość do Boga jest silniejsza od miłości rodzinnej, od przywiązania do siebie samego, swoich upodobań i pragnień. Każe nam obliczyć i przemyśleć sobie, czy będzie nas stać na wzięcie krzyża, czyli podjęcie zadań, które mogą się okazać sporym ciężarem i będą wymagały dużego samozaparcia, wysiłku, rezygnacji z przyjemności i wygody. Trud ten przekracza naturalne możliwości człowieka i bez wiary jest niewykonalny. Bez wiary tzw. pójście za Chrystusem, które my nazywamy dzisiaj „byciem katolikiem”, jest próżne i daremne, nie przynosi żadnych owoców, lecz staje się powodem zgorzknienia i narzekań. Co gorsza, ludzie, którzy idą za Chrystusem bez odpowiedniego „wyposażenia” czy wymaganych kwalifikacji, dają fałszywe świadectwo: podając się za katolików – zwykle bardzo głośno i z tupetem – swoim postępowaniem zniechęcają innych do przyjęcia nauki Chrystusa. Być może, nie brzmi to zachęcająco, a wymagania dzisiejszej Ewangelii napawają nas lękiem. Ale nie o to chodziło Chrystusowi, by nas zniechęcić, lecz by nas zmobilizować do poważnego potraktowania swojej wiary i wynikających z niej konsekwencji. Kalkulacje ekonomiczne przeprowadza się bowiem nie po to, by zaniechać wszelkiej działalności, lecz by przystąpić do niej z gwarancją sukcesu. Podobnie i Chrystus: chce nam dopomóc, byśmy w życiu wiary osiągnęli radość, satysfakcję i cel, a nie zgorzknienie i poczucie strat oraz porażki. A warunkiem sukcesu chrześcijanina jest wiara, czyli pełne przylgnięcie do Chrystusa i Jego krzyża. Bez ufnej wiary chrześcijaństwo nie ma sensu. Bez życia w prawdzie chrześcijaństwo nie ma sensu. Tylko wtedy nasze życie będzie miało sens, kiedy będziemy naśladowcami Jezusa. W jego miłości, w jego ofierze i w jego życiu. Arcybiskup Stanisław Nowak napisał kiedyś takie słowa: "Prawda o krzyżu to prawda, o którą ludzie mogą się rozbić. Ona przerasta człowieka. Dzisiaj często ludzie protestują wobec tej prawdy. Człowiek uważa, że jest bogiem. Na miejscu krzyża bardzo często stawiany jest przez dzisiejszego człowieka «wielki nikt» i człowiek żyje dla pustki. Nie chciejcie Jezusa bez krzyża. Umiejcie pokutować. Patrzcie na krzyż. Bóg płaci Krwią swoją za was”. 

niedziela, 25 sierpnia 2013

Panie, otwórz nam!

(Łk 13,22-30)
Jezus nauczając, szedł przez miasta i wsie i odbywał swą podróż do Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni? On rzekł do nich: Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: Panie, otwórz nam! lecz On wam odpowie: Nie wiem, skąd jesteście. Wtedy zaczniecie mówić: Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś. Lecz On rzecze: Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy opuszczający się niesprawiedliwości! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi.


Dzisiaj w Ewangelii padają jedne z najważniejszych słów dotyczących sądu ostatecznego, naszego wyboru Chrystusa na wieczność. A wybierać Chrystusa to znaczy przeciskać się przez ciasną bramę. Czasami rzeczywiście to przeciskanie się jest trudne, nie chcemy się zmieścić ze swoim wyobrażeniem o tym jakie ma być nasze życie, nie mieścimy się z narzucaniem zasad życia, moralności, wiary. Ciasna brama prowadzi do zbawienia. Mądry człowiek kiedy nie będzie mógł przejść przez bramę z bagażem swoim  przyzwyczajeń i zachcianek, zawoła do Chrystusa, Panie, Ratuj, chcę być z Tobą. Człowiek pyszny i zadufany w sobie powie, Panie, poszerz dla mnie bramę. PRzecież moje przyzywczajenia są potrzebne, moje utarte ZŁE SCHEMATY są nieodłączne ode mnie. Panie, przecież jadłem i piłem z Tobą, poznajesz mnie? 
Wtedy JeZuS odezwie się do tych, którzy nie potrafią zostawić tego co mają: nie znam was. Odezwie się do tych, którzy nie byli szczerzy w swoim życiu, nie wykonywali dobrych uczynków z wiary, lecz dla zagłuszenia sumienia: Nie znam was. 
A Kto zasiądzie w Królestwie Bożym? Ten kto prawdziwie kocha i prawdziwie wierzy w Boga i wierzy Bogu. Każdy kto jest po ludzku ostatnim będzie pierwszym.  
Panie, otwórz nam! Niech to zawołanie nam towarzyszy, nie tylko dzisiaj, ale w całej naszej przyszłości. Panie otwórz nam, otwórz nam oczy na potrzeby i cierpienia braci. Panie otwórz nam, abyśmy mogli mocniej i naprawdę Ciebie kochać! 








niedziela, 18 sierpnia 2013

rozłam w imię czego ?

Usain Bolt  zwany często „Błyskawicą” jest jamajskim biegaczem uważanym za najszybszego człowieka świata. Był wielokrotnie mistrzem olimpijskim. Bolt, podobnie jak wielu wybitnych sportowców na całym świecie, poświęca niezliczone godziny na trening, uczy się i stosuje odpowiednią dietę po to, aby zrealizować swoje marzenia, skupieni na osiąganiu dobrych wyników sportowcy podporządkowują temu celowi swoje życie, zdobywając się na poważne wyrzeczenia. Czy myśleliście kiedyś o tym, że jesteśmy wszyscy sportowcami, którzy biegną w najważniejszym biegu swojego życia? Mamy przecież start, czyli nasz chrzest. Mamy metę czyli zbawienie, mamy trenera czyli Jezusa Chrystusa. Mamy także tych, którzy nas dopingują, aniołów i świętych. Oni liczą, że uda nam się kiedyś zobaczyć nasze zwycięstwo w zawodach, tak jak my zobaczyliśmy ich zwycięstwo. Dopinguje nas również rzesza wyznawców Jezusa.




I patrzymy dzisiaj na czytanie, które usłyszeliśmy o tym, że mamy biec wytrwale w wyznaczonych nam zawodach. Wytrwale biec w wyznawaniu wiary. A to jest o tyle trudne, że czasami nawet członkowie naszej rodziny nie chcę żebyśmy brali udział w tym biegu, żebyśmy wyznawali wiarę. W tym kontekście należy rozumieć słowa dzisiejszej Ewangelii. Jezus mówi, że przyszedł poróżnić syna z ojcem i matkę z córką. Wszystkich przyszedł poróżnić i pokłócić. Ale to nie koniec. Nie samo poróżnienie jest celem samym w sobie. Celem tego poróżnienia, o którym mówi Ewangelia jest troska o sprawy Boże, o wiarę. O to, żebyśmy podjęli bieg. Nawet wtedy, kiedy członkowie najbliższej rodziny będą nas zatrzymywać i mówić – ten bieg nie ma sensu, ta wiara nie ma sensu. Wtedy trzeba się pokłócić i powiedzieć: ja wiem, że zawody mojego życia są moim powołaniem. Wiem, że bieg, który chcę podjąć to wola Boga, a ja tylko Jemu ufam. W takim sensie rozumiemy słowa Ewangelii Jezusa o tym, że nie przyszedł przynieść na świat pokoju, ale rozłam. Każdy z wierzących, każdy z nas siedzących dzisiaj w ławkach w tym kościele, i stojących obok ławek ma przynosić rozłam w swojej rodzinie. Rozłam w sprawach wiary, rozłam wtedy kiedy nie wolno nam tolerować grzechu i nie wolno nam tolerować świętego spokoju. Powiedzenie „dajcie mi święty spokój” nie ma racji bytu w chrześcijaństwie. Nie ma świętego spokoju dopóki w jego imię tolerowany jest grzech, który nie tylko przeszkadza nam biec w zawodach wiary, ale uniemożliwia nam pracę nad sobą. Obojętność na grzech jest dużo gorsza od nienawiści. W ogóle obojętność jest gorsza od nienawiści. Pytał mnie wczoraj mój przyjaciel, który był u mnie w odwiedzinach: jak to jest w Warszawie? Jak się idzie ulicą w sutannie to co ludzie mówią? Chwalą Jezusa czy raczej bluźnią?

Z przykrością stwierdziłem, że są raczej obojętni. Wolałbym gdyby mnie zmieszali z błotem.  Nienawiść jest objawem wyrzutów sumienia, które nienawidzący chcą zagłuszyć. A co czuje ten, który już zagłuszył swoje sumienie? Taki człowiek jest obojętny. W tym, który walczy działa jeszcze głos sumienia. W tym który się poddał już nie.

W naszych zawodach nie wolno nam się poddać. W połowie trasy maratonu nie wolno nam powiedzieć, że już nie możemy, bo cel jest zbyt piękny, bo celem jest nasze zbawienie. I o tym nam mówi dzisiejsza Ewangelia. Jezus przyszedł rzucić ogień na ziemię. Człowiek wierzący ma płonąć wiarą, ma wskazywać swoją wiarą drogę innym. Człowiek, który biegnie w zawodach potrzebuje czasami ochłody, posilenia się wodą… w naszym biegu wiary są to sakramenty. Ochładzają  nas i dają nam siłę do dalszego biegu. Spowiedź, Komunia Święta. Ale również pozostałe sakramenty, do których czasami trzeba zachęcać usilnie tych, których spotkamy na drodze naszej wiary.
I w tych sportowych porównaniach trzeba pamiętać jeszcze o jednym: naszą konkurencją, w której występujemy jest maraton, nie sprint. Trzeba więc biec równym tempem, bo inaczej nie osiągniemy celu, nie dotrwamy do celu. Nie trzeba całej trasy pokonać w tydzień, w rok, w 5 lat. To Bóg wyznacza nam czas. Biegnijmy wytrwale w wyznaczonych nam zawodach przynosząc prawdziwy pokój w naszych rodzinach. Nie pokój, który jest chwilowy i sztuczny. Nasze życie ma być ogniem, mamy płonąć dla Pana w naszej codzienności.


Zakończmy nasze rozważania słowami modlitwy: Panie Jezu Chryste, chcę iść za Tobą i naśladować Ciebie w mojej codzienności. Chcę biec w zawodach, które są dla mnie wyznaczone. Pomóż mi wprowadzać prawdziwy pokój w mojej rodzinie. Naucz mnie nigdy nie zadowalać się świętym spokojem i nigdy nie przymykać oczu na grzech. Naucz mnie nazywać grzech po imieniu i walczyć z nim z Twoją świętą pomocą.  Nie wiem ile jeszcze drogi mi zostało, Ty to wiesz Panie i Tobie się oddaję. AMEN! 

sobota, 10 sierpnia 2013

wymagania

Pewna kobieta po śmierci poszła do nieba. Stanęła przed bramą nieba i rozmawia ze świętym Piotrem.  Święty mówi do niej: chodź ze mną, pokażę Ci gdzie będziesz mieszkała w wieczności. Prowadził ją po niebie, mijali piękne domy, z ogrodami, z basenami. Wielkie pałace i zamki. Doszli wreszcie prawie na sam koniec nieba, gdzie stała maleńka chatka, sklecona z kilku desek, bez dachu i porządnych fundamentów. Kobieta zdziwiona pyta – to ja mam mieszkać w takiej nędznej chacie ? Dlaczego inni mają takie wielkie i wspaniałe domy, a ja nie mam? Święty Piotr odpowiedział: niestety, z materiałów, które za życia przysłałaś nam do nieba, tylko tyle udało się zbudować.
Historia nieco przewrotna – abstrahujemy od tego, że w niebie nie ma mieszkań materialnych itd.,  przewrotna ale ukazująca w obrazie – co znaczy gromadzić sobie skarby w niebie, które to słowa słyszymy w czytanym dzisiaj fragmencie Ewangelii. – sprawcie sobie skarb niewyczerpany w niebie.

Dzisiaj szczególnie skupiamy się na tym, co może być przeszkodą dla człowieka w drodze do Boga. Co może człowiekowi przesłaniać Boga i Jego prawo, jego miłość i przebaczenie.

A współcześnie wiele jest takich rzeczy, wiele jest spraw, które odciągają naszą uwagę od Boga. Nie chodzi o to, żeby ciągle myśleć tylko o Bogu i niczym innym. Żeby zapominać o jedzeniu, spaniu, wychowaniu dzieci, pracy tylko siedzieć i myśleć o Bogu – to jest wizja sprzeczna z Ewangelią. Tym co nas oddala od Boga są te czynności, które uważamy za bogów w naszym życiu, te czynności, które nazywamy bożkami. Coś co nas zniewala, nie daje nam w pełni żyć.
Może to być Internet, coraz częściej słyszy się o tym, że młodzi ludzie miesiącami a nawet latami nie wychodzą ze swoich mieszkań, pokojów, cały czas żyjąc w wirtualnym świecie, cały czas udając kogoś kim nie są. Boją się życia prawdziwego, życia wartościami. 
Zniewoleniem może być alkohol, który prowadzi do rozkładu  małżeństw, rodzin, poszczególnych osób.
Zniewoleniem jest nadmierna troska o siebie, nie dostrzeganie potrzeb drugiego człowieka.
Zniewoleniem są nasze przyzwyczajenia, które powodują, że jak coś nie po naszej myśli, to marny los tego, kto nam przeszkadza. 

Wszystkie te sprawy są potrzebne – mądre korzystanie z Internetu, z alkoholu, troska o siebie, przyzwyczajenia…. Ale tylko wtedy zachowamy właściwe proporcje, kiedy nauczymy się żyć naprawdę. Okazywać uczucia, kochać, szanować siebie. Kiedy to nie maszyny, roboty i elektronika będzie naszym Bogiem, ale Ten, który umarł i Zmartwychwstał, bo tak nas kochał i kocha. To Bóg jest nauczycielem życia, nie sztuczne towary, usługi, materialny świat. Od Boga wychodzi nasze poznanie świata, nasze życie, miłość do drugiego człowieka. Bez relacji z Bogiem i człowiekiem nasze życie pozostanie puste. Nie nagromadzimy sobie skarbów w niebie. A będzie się czasem wydawało, że wszystko jest w porządku, ze robimy dobrze. Nigdy nie robimy dobrze, kiedy zapominamy o Bogu i drugim człowieku.

To wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy – jak słyszymy w drugim czytaniu. Wiara jest poręką, nie człowiek, nie sprawy materialne. Tam jest nasz skarb gdzie jest nasze serce. A więc tam jest nasz nadzieja gdzie pokładamy ufność. Jedynym źródłem nadziei jest Bóg. Tam jest nasz skarb czyli to czym żyjemy. Chciejmy karmić się prawdą, nie wyssanymi z palca faktami, które często słyszymy. Zło jest głośne, wszędzie go pełno, łatwo je zdobyć. Dobro jest ciche, trzeba się natrudzić aby je znaleźć i ocalić od zniszczenia i zapomnienia.

To nasze trudzenie się, będzie powodowało nasze czuwanie. Kiedy spojrzymy na naszą przyszłość, na życie wieczne będziemy się troszczyć o to życie. Starać się osiągnąć zbawienie. Mamy być nieustannie gotowi na spotkanie z Panem, a takiej gotowości nie osiągniemy kiedy bożki tego świata będą nas oddzielać od Jedynego Boga. Czuwać to znaczy pamiętać kto i co jest najważniejsze w naszym życiu. Czuwać to znaczy pamiętać, że człowiek ma uczucia, że myśli, że kocha, że płacze. Być wrażliwym na drugiego człowieka – jak Chrystus był wrażliwy na każdego z nas. Był i jest, bo już zawsze żyje.




Komu wiele dano od tego wiele wymagać się będzie. A komu wiele dano? – nam, którzy poznaliśmy Chrystusa. A skoro wiele nam dano, skoro Bóg nam tak wiele dał,  to wymaga od nas. Sami od siebie mamy wymagać jak uczył bł. Papież Jan Paweł II.
Całe nasze życie jest oczekiwaniem na powtórne przyjście Pana.
Prośmy Chrystusa abyśmy nigdy nie mieli oczu zasłoniętych przez miłość do spraw materialnych, abyśmy pomnażali dobro, które otrzymaliśmy od Boga. Niech nasze życie będzie gromadzeniem sobie skarbu w niebie, tego skarbu, którego nikt nie zdoła nam odebrać. Budujmy dom naszej duszy z solidnych fundamentów, abyśmy znaleźli przygotowane w niebie wieczne mieszkanie, dom nie uczyniony ręką ludzką – dom z naszych dobrych uczynków, których zabrakło tej kobiecie z opowiadania, które słyszeliśmy na początku.


Wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy… 

piątek, 2 sierpnia 2013

współpraca




„Oto czasy święte dla Pana, zwołanie święte, na które wzywać ich będziecie w określonym czasie” – liturgia Słowa dzisiaj rozpoczyna się od opisu zgromadzenia modlitewnego. Święte czasy dla Pana to czas, kiedy człowiek się modli i prosi Boga o pokój serca. Pokój serca jest niezbędny do tego, żeby człowiek mógł od modlitwy iść dalej, od modlitwy przechodzić do czynów. Święte czasy dla Pana to czas kiedy patrząc na własne wnętrze, sumienie – uczymy się przez obecność na Mszy Świętej wcielać w życie Słowo, który słyszymy, które pada na glebę naszego serca.

Dzisiaj szczególnie, kiedy obchodzimy pierwszy piątek miesiąca – spoglądamy z ufnością na Pana, którego święte zwołanie obchodzimy. To o czym czytamy w Starym Testamencie nie jest pustym słowem na kartach starego prawa – ale jest pierwowzorem dla naszego świętowania i obchodzenia „świętego zwołania”. Jakie tam były przygotowania, gesty rozbudowane. Dzisiaj Kościół nam daje liturgię – cześć ludu Bożego dla Boga Ojca. Liturgia to jest nasze Święte zwołanie, Msza Święta to jest dzień Świętego Zwołania. Moment szczególnej czci dla Boga – Msza Święta – jedyna modlitwa, w pełni skuteczna, bo modlitwa, która jest Ofiarą Chrystusa.
Tak więc każda Msza Święta jest dla nas świętym zwołaniem. Momentem szczególnego spojrzenia na nasze serce, podobnie jak spoglądamy na serce Jezusa. Czerpiemy wzór z serca Jezusa, aby nasze serce również było całkowicie pokorne i oddane Bogu Ojcu.

I podobnie jak w Starym Testamencie modlitwa była punktem wyjścia dla czynów, podobnie i teraz – modlitwa jest początkiem i szczytem naszego życia. Ale nie może istnieć sama, bo wiara jest martwa bez uczynków. Kiedy zaś modlitwa będzie początkiem naszego działania, przestaniemy powątpiewać o Chrystusie.

 Kiedy we wspólnocie gdzie żyjemy, nauczymy się nawzajem słuchać i sobie pomagać –wtedy nasza wiara będzie mocna, nie będziemy nikomu robić wyrzutów, że jest z naszego środowiska i nie wie jak mam żyć i nie będzie mi mówił co mam robić. Wtedy każdy z nas będzie prorokiem we własnej ojczyźnie – czy też w środowisku życia, w którym się znajduje, w każdym stanie – zakonnym, kapłańskim, świeckim, rodzinnym. Będzie tym prorokiem, ale tym mile widzianym, a nie tym, którym wszyscy pogardzają. Ale jest jeden warunek – pracę nad sobą wolno zaczynać tylko od siebie, słuchać głosu Pana i wprowadzać słowo w czyn.

Pamiętam jak jedna z moich uczennic napisała kiedyś w pracy domowej z religii, którą zadałem, że NIKT NIE BĘDZIE MI MÓWIŁ JAK MAM ŻYĆ, BO NIKT ZA MNIE NIE UMRZE. Wyjaśniłem jej błąd rozumowania – otóż był Taki, Który umarł za nas wszystkich. Był, jest i będzie.  Jezus Chrystus – cichy i pokorny sercem. Amen.